Madzia Buczek- TV Trwam(Marzec 2010)
Player video w wersji BETA. Ew. zgłoszenia błędów prosimy kierować na
Komentarze (23)
To nie jest niewiedza, głupota, obłuda czy cuś takiego, tylko audycja radiowa!:-) Bardzo ładna:-)
Pa!
RYCZI3 napisał/napisała:
> [noparse]Odstępca ustami swymi doprowadza bliźniego do zguby, lecz prawi zostają uratowani dzięki wiedzy.TOBIE MADZIU BRAKUJE PODSTAWOWEJ WIEDZY.OBŁUDNIK;
> Człowiek podający się za kogoś, kim nie jest; osoba, której czyny nie odpowiadają słowom.
> Greckie słowo tłumaczone na „obłudnik” (hypokrités) znaczy „ten, kto odpowiada”, i określano nim m.in. aktora scenicznego. Aktorzy greccy i rzymscy nosili wielkie maski z urządzeniem wzmacniającym siłę głosu. Dlatego słowa hypokrités zaczęto używać przenośnie w odniesieniu do kogoś, kto stwarza pewne pozory albo prowadzi fałszywą grę. Ten sam grecki wyraz pojawia się w Septuagincie w Hioba 34:30 i 36:13. Obłudnikami są „niewierni” (por. Łk 12:46 z Mt 24:51), a wyraz hypòkrisis („obłuda”) może w Biblii też oznaczać „niegodziwość” i „przebiegłość” (por. Mt 22:18; Mk 12:15; Łk 20:23; zob. też Gal 2:13, gdzie hypòkrisis oddano jako „udawanie”).
>
> [/noparse]
Dlatego ludzie umierają, a nasza planeta wciąż nie jest rajem. Czyżby Bóg zmienił swe zamierzenie co do Ziemi?
W żadnym wypadku, gdyż jak już wspomniano, oświadczył: ‛Słowo, które wychodzi z moich ust, nie wróci do mnie bezowocne, lecz pomyślnie spełni to, z czym je posłałem’. Poza tym obiecał: „Uczynię wszystko, w czym mam upodobanie” (Izajasza 45:18; 46:10; 55:11). Niewątpliwie Bóg ma upodobanie w tym, aby cała Ziemia stała się rajem i aby żyli na niej wiecznie Jego szczęśliwi słudzy — takie przecież było Jego pierwotne zamierzenie (Psalm 37:29; Izajasza 35:5, 6; 65:21-24; Objawienie 21:3, 4).
Po latach papież Benedykt XIV w dotyczącym indeksu dekrecie z 13 czerwca 1757 roku złagodził wcześniejsze prawo, „zezwalając na czytanie przekładów w języku ojczystym zaaprobowanych przez Stolicę Apostolską i wydanych pod nadzorem biskupów”. Dzięki temu Antonio Martini, późniejszy arcybiskup Florencji, mógł przystąpić do przełożenia Wulgaty. Pierwszą część wydał w roku 1769, a całość ukończył w roku 1781. Według pewnego katolickiego dzieła przekład Martiniego był „pierwszym tłumaczeniem naprawdę zasługującym na uwagę”. Do tego czasu katolicy nieznający łaciny nie mogli czytać Biblii zatwierdzonej przez kościół. Przez następne 150 lat tłumaczenie Martiniego było jedynym przekładem oficjalnie przeznaczonym dla włoskich katolików.
Punkt zwrotny nastąpił na soborze watykańskim II. W roku 1965 przyjęto na nim dokument Dei Verbum, w którym po raz pierwszy zachęcono do opracowania „odpowiednich i ścisłych przekładów na różne języki, zwłaszcza z oryginalnych tekstów Ksiąg świętych”. Krótko przedtem, w roku 1958, Papieski Instytut Biblijny wydał „pierwszy katolicki przekład całego Pisma Świętego z tekstów oryginalnych”. W kilku miejscach przywrócono w nim imię Boże w formie „Jahve”.
Sprzeciw wobec publikowania Biblii w językach narodowych pociągnął za sobą fatalne skutki, odczuwalne po dziś dzień. Według Giglioli Fragnito „zaszczepił wiernym nieufność do wolności umysłu i sumienia”. Poza tym utorował drogę tradycjom religijnym, które wielu katolików uważa za ważniejsze od Biblii. Wszystko to sprawiło, że ludzie odsunęli się od Pisma Świętego, mimo iż analfabetyzm niemal zniknął.
W pewnej encyklopedii powiedziano: „Kościół zawsze się wywiązywał z obowiązku kontrolowania książek, ale do chwili wynalezienia druku nie uważał za konieczne sporządzania spisu zakazanych dzieł, ponieważ te uznane za niebezpieczne palono” (Enciclopedia Cattolica). Nawet po rozpoczęciu się protestanckiej reformacji duchowni w różnych krajach europejskich za wszelką cenę starali się ograniczyć rozpowszechnianie książek uważanych za heretyckie. Punkt zwrotny nastąpił w roku 1546 na soborze trydenckim, gdy omawiano kwestię tłumaczenia Biblii na języki narodowe. Wyłoniły się dwa odmienne poglądy. Zwolennicy wprowadzenia zakazu utrzymywali, że Biblia w języku prostego ludu jest zarzewiem wszelkich herezji. Natomiast oponenci twierdzili, że ich „przeciwnicy”, czyli protestanci, mogliby dojść do wniosku, iż Kościół katolicki zabronił tłumaczenia Biblii na języki ojczyste z chęci ukrycia swych matactw.
Obie grupy nie osiągnęły porozumienia, toteż sobór nie zajął w tej sprawie zdecydowanego stanowiska; ograniczył się jedynie do poświadczenia autentyczności Wulgaty jako podstawowego tekstu w Kościele katolickim. Ale jak zauważył Carlo Buzzetti, wykładowca na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie, określenie Wulgaty mianem „autentycznej” „ugruntowało pogląd, że tak naprawdę tylko ona jest dozwolonym przekładem Biblii”. Wyraźnie to pokazał dalszy rozwój wypadków.
W roku 1559 papież Paweł IV ogłosił pierwszy indeks ksiąg zakazanych, czyli takich, których katolicy nie mogli czytać, sprzedawać, tłumaczyć ani posiadać. Uważano je za złe i niebezpieczne dla ich wiary lub moralności. Indeks zabraniał czytania Biblii w językach narodowych, w tym przekładu Brucioliego. Łamiących ten zakaz poddawano ekskomunice. Indeks z roku 1596 był jeszcze surowszy. Nie dość, że nie pozwalał tłumaczyć Biblii na języki ojczyste ani drukować takich przekładów, to jeszcze nakazywał niszczyć te już istniejące.
Dlatego z nastaniem XVII stulecia przed kościołami coraz częściej palono Biblie. Ogółowi ludzi Pismo Święte zaczęło się kojarzyć z księgą heretycką — i to wyobrażenie pokutuje po dziś dzień. Zniszczono niemal wszystkie egzemplarze Biblii i objaśniających ją dzieł, które znajdowały się w bibliotekach publicznych i prywatnych. W ciągu następnych 200 lat żaden katolik nie przełożył tej Księgi na język włoski. Na Półwyspie Apenińskim rozprowadzano — i to potajemnie, z obawy przed konfiskatą — jedynie przekłady protestanckich biblistów. Historyk Mario Cignoni stwierdził: „W gruncie rzeczy laicy przez wieki w ogóle nie czytali Biblii. Stała się ona nieznaną księgą, a miliony Włochów w ciągu swego życia nie przeczytało ani jednej jej strony”.
W jakim stopniu należy się interesować mroczną przeszłością Halloween i innych tego typu świąt? W gruncie rzeczy dla większości ludzi Halloween to przede wszystkim sposobność do przebrania się i zabawienia. Ale czy rodzice nie powinni zapewniać dzieciom rozrywki, która byłaby stosowna i nieszkodliwa?
Pewnego francuskiego inspektora szkolnego z 20-letnim stażem pedagogicznym zapytano o wpływ Halloween na młodzież. Odpowiedział: „Obawiam się, że chodzenie po domach i domaganie się od dorosłych słodyczy pod groźbą wyrządzenia jakiejś psoty wywiera na najmłodszych długotrwały ujemny wpływ. Sprzyja rozwojowi egocentrycznej, samolubnej osobowości. Dzieci dowiadują się, że metodą nacisków i pogróżek można uzyskać to, czego się chce”. Dlatego rodzice słusznie zrobią, zadając sobie pytanie: czego uczą się nasze dzieci, gdy uczestniczą w takich tradycjach?
Wiele rodzin stwierdziło, że uleganie zachciankom dzieci domagających się z tej okazji przyjęć i kostiumów może sporo kosztować. Robert Rochefort, dyrektor generalny CRéDOC (francuskiego ośrodka badającego warunki życia), twierdzi: „Halloween nie jest świętem — jest raczej wymarzoną sposobnością dla świata handlu”. Halloween ożywia rynek w okresie zastoju poprzedzającym zakupy gwiazdkowe. To po prostu kolejny bodziec popychający do wydawania pieniędzy, których niejednemu wcale nie zbywa. Czy naprawdę trzeba ulegać takiemu owczemu pędowi?
Jednak znacznie ważniejsze jest dla chrześcijan to, że Halloween i pokrewne tradycje świąteczne tkwią korzeniami w pogaństwie. Apostoł Paweł napisał: „Nie chciałbym, byście mieli coś wspólnego z demonami. Nie możecie pić z kielicha Pana i z kielicha demonów” (1 Koryntian 10:20-22, Biblia Tysiąclecia). Zapytał też: „Cóż wspólnego ma prawość z bezprawiem? Albo jakaż jest wspólnota światła z ciemnością? Ponadto jakaż jest zgoda między Chrystusem a Belialem? Albo jakiż dział ma wierny z niewierzącym?” (2 Koryntian 6:14-16). A więc nadawanie pogańskim praktykom pozorów chrześcijańskich jest zupełnie sprzeczne z Biblią!
Ponadto Pismo Święte ostrzega przed spirytyzmem (Powtórzonego Prawa 18:10-12). Choćby większość obchodzących Halloween wypierała się jakichkolwiek powiązań z satanizmem, nie zapominajmy, że geneza tego święta ściśle się wiąże z praktykami spirytystycznymi, a zatem udział w nim mógłby być bodźcem do takich praktyk — zwłaszcza dla łatwo ulegającej wpływom młodzieży. Pogańskich rytuałów i tradycji w żaden sposób nie da się pogodzić z chrystianizmem ani uznać za nieszkodliwe.
W dodatku fundamentem obchodów Halloween, jak również dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek jest wiara w to, że zmarli cierpią i mogą krzywdzić żywych. Ale Biblia obala takie poglądy, czytamy bowiem: „Żyjący są świadomi tego, że umrą, lecz umarli nie są świadomi niczego” (Kaznodziei 9:5). Dlatego rada biblijna brzmi: „Wszystko, co twoja ręka ma sposobność zrobić, rób całą swą mocą, bo nie ma pracy ani snucia planów, ani poznania, ani mądrości w Szeolu [zbiorowo pojętym grobie ludzkości] — w miejscu, do którego idziesz” (Kaznodziei 9:10). Zmarli nie mają świadomości, zatem ani sami nie cierpią, ani nie mogą szkodzić innym, nie ma więc żadnych podstaw, by się ich bać. Nie trzeba też zanosić modlitw w ich intencji. Czy to znaczy, że przepadła już dla nich wszelka nadzieja? Nie, Pismo Święte wyraźnie zapewnia, iż „nastąpi zmartwychwstanie zarówno prawych, jak i nieprawych” (Dzieje 24:15).
Wszystkich Świętych to według definicji z The Catholic Encyclopedia dzień, w którym „czci się wszystkich świętych, znanych i nieznanych”. Pod koniec II wieku wśród nominalnych chrześcijan pojawił się kult męczenników; uważano, że ci, którzy ponieśli śmierć za wiarę, są już z Chrystusem w niebie, i zanoszono do nich modły o wstawiennictwo. Regularne obchody tego święta datują się od 13 maja 609 lub 610 roku, kiedy to papież Bonifacy IV poświęcił rzymski Panteon — świątynię wszystkich bóstw — Marii i wszystkim męczennikom. Jean Markale pisze: „Rzymscy bogowie ustąpili miejsca świętym tryumfującej religii”.
Na dzień 1 listopada przeniósł to święto papież Grzegorz III (731-741) i od imienia wszystkich świętych nazwał pewną kaplicę w Rzymie. Nie jest pewne, dlaczego to zrobił, ale chyba nie bez znaczenia był fakt, że podobne święto na początku listopada obchodzono na Wyspach Brytyjskich. Jak informuje The Encyclopedia of Religion, „w okresie chrystianizacji Wysp Brytyjskich wśród Celtów święto Samhain w dalszym ciągu cieszyło się popularnością. Tutejszy Kościół usiłował odwrócić uwagę ludu od pogańskich praktyk, wprowadzając odprawiane w tym samym czasie obrzędy chrześcijańskie. Właśnie z tych brytyjskich średniowiecznych obchodów dnia Wszystkich Świętych może się wywodzić rytuał przyjęty w całym chrześcijaństwie”.
Jean Markale mówi też o rosnącym wpływie irlandzkich mnichów na ówczesną Europę. W dziele New Catholic Encyclopedia powiedziano: „Zwyczaj irlandzki nakazywał obchodzić ważne święta w pierwszym dniu miesiąca, a ponieważ na 1 listopada przypadał też początek celtyckiej zimy, prawdopodobnie właśnie w tym dniu oddawano cześć wszystkim świętym”. Ostatecznie w roku 835 papież Grzegorz IV polecił świętować ten dzień w całym Kościele.
Jeśli chodzi o Dzień Zaduszny, w którym odprawia się modły za dusze czyśćcowe, żeby im pomóc w uzyskaniu niebiańskich błogosławieństw, datę 2 listopada przyporządkowali mu w XI wieku mnisi z francuskiego opactwa Cluny. Chociaż uchodzi za święto katolickie, nietrudno zgadnąć, jakie pomieszanie pojęć istnieje co do niego w umysłach przeciętnych ludzi. Jak informuje New Catholic Encyclopedia, „w wiekach średnich powszechne było przekonanie, że w tym dniu dusze pokutujące w czyśćcu mogą się ukazywać jako błędne ogniki, czarownice, ropuchy i tym podobne”.
Nie mogąc wykorzenić pogańskich wierzeń z serc katolików, Kościół ukrył je pod chrześcijańską maską. Na fakt ten zwraca uwagę The Encyclopedia of Religion: „W chrześcijańskim dniu Wszystkich Świętych czci się pamięć znanych i nieznanych świętych chrześcijaństwa, co jest analogią składania hołdu celtyckim świętym w okresie Samhain”.